Policja ma piec za kilkadziesiąt tysięcy złotych

July 18th, 2002

Komenda Miejska Policji w Bytomiu ma nową kotłownię. Właściwie to stara kotłownia wygląda jak nowa. Dawniej szare, zabrudzone czarnym pyłem i siarką z pieca opalanego węglem ściany, wyłożono kafelkami. Podobnie wygląda podłoga. Można by rzec, że panują tu prawie sterylne warunki. Utrzymanie czystości i porządku nie sprawia już problemu.

Najważniejszy jest jednak nowoczesny piec gazowy, który będzie ogrzewał budynek komendy. Do jego obsługi, a właściwie do włączania i regulowania temperatury, wystarczy jedna osoba.

- Mam uprawnienia do obsługi takiego pieca. To zupełnie inna praca niż dawna praca palacza. Chociaż właściwie mówi się, że jest to piec bezobsługowy, to jednak musi być ktoś, kto stale będzie nadzorował jego pracę – mówi Roman Sobczuk, konserwator odpowiedzialny za funkcjonowanie pieca. Modernizacja policyjnej kotłowni przez kilka lat spędzała sen z powiek kolejnym komendantom.

- Zastanawialiśmy się nawet nad piecem opalanym olejem lub podłączeniem komendy do miejskiej sieci ciepłowniczej. W końcu zdecydowaliśmy się na to, by komenda miała własną, niezależną od sieci kotłownię. W ostatecznym rozrachunku wygrała ekonomia. Dzięki własnej kotłowni sami możemy decydować, ile ciepła zużyjemy. Sami zadecydujemy też, jaką temperaturę chcemy mieć w komendzie. To wszystko przecież kosztuje, teraz o tych kosztach będziemy sami decydować. Poza tym nareszcie przestaniemy zatruwać środowisko. A to w takim mieście, jak Bytom dużo znaczy – mówi podinsp. Stanisław Surowiec, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Bytomiu.

Modernizacja policyjnej kotłowni kosztowała kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Autor artykułu: ANNA DZIEDZIC

Festyn integracyjny

July 18th, 2002

Dyrekcja rybnickiego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych organizuje kolejny festyn integracyjny. Impreza odbędzie się w sobotę 20 lipca o godzinie 15. Miejscem festynu będzie przyszpitalny park przy ul. Gliwickiej 33. W programie są m.in. występy zespołów muzycznych i tanecznych. Będzie też można wziąć udział w aukcji obrazów i przedmiotów wykonanych przez pacjentów szpitala podczas zajęć terapeutycznych.

Autor artykułu: (q)

W Sankt Petersburgu przez kilka minut oklaskiwano “Piekarskie klachule” na stojąco

July 17th, 2002

Przedwczoraj w blasku sławy wróciły z IV Międzynarodowego Letniego Festiwalu Tańca Współczesnego “Open Look” w Sankt Petersburgu “Piekarskie klachule”. Występ zaliczają do bardzo udanych. – Publiczność zgotowała nam owacje na stojąco. Tak wielkiej widowni, jaka oklaskiwała nas w Petersburgu, nie mieliśmy jeszcze nigdy. Na galowy koncert, w którym wzięliśmy udział, przyszło ponad 1500 osób – opowiada Maria Kopeć, szefowa zespołu.

Piekarski zespół wystąpił na festiwalu z amerykańskim zespołem Risa Jaroslow and Dancers. Ich ,Bliskość” zrobiła furorę. Kompilacja śląskich ludowych pieśni i współczesnego tańca w wykonaniu amerykańskich tancerzy była strzałem w dziesiątkę.

- Właśnie zestawienie tradycyjnej śląskiej pieśni i żywiołowy taniec młodych ludzi zrobiły na widzach największe wrażenie. Taniec dostosowano do naszego śpiewu i muzyki ludowej. Nie było innego podkładu muzycznego. Śpiewaliśmy na żywo. Na akordeonie akompaniował nam tylko Grzegorz Wituła. Na scenie występowałyśmy w strojach ludowych – wspomina Irena Cisek, członkini zespołu. Grzegorz Wituła należy do piekarskiego zespołu od trzech lat. Przyszedł, bo mama usłyszała w radiu, że zespół poszukuje akompaniatora. Grzegorz studiuje na Akademii Muzycznej w Katowicach. Jest na trzecim roku.

- Kiedy tu po raz pierwszy przyszedłem, panie akurat miały próbę. Od razu poczułem tę rodzinną atmosferę, jaka tu panuje. Przywitały mnie jakąś piosenką. Wziąłem więc akordeon i zagrałem im. Spodobało się, więc zostałem – wspomina Wituła. W Sankt Petersburgu to właśnie on był jedynym człowiekiem, który prowadził całą linię melodyczną spektaklu, grając na akordeonie.

Gwiazdą wieczoru była niewątpliwie Róża Zwoleńska, która śpiewała, noszona na rękach przez czterech amerykańskich tancerzy. Polscy widzowie mogli to zobaczyć kilka tygodni temu w Bytomiu, na IX Międzynarodowej Konferencji Tańca Współczesnego. Pani Róża twierdzi, że miała opory przed takim występem, ale nie z powodu lęku wysokości czy braku ochoty.

- Jestem już prababcią. Zastanawiałam się tylko, że jak mnie zobaczą moje dzieci, to co one sobie o mnie pomyślą? Co ta nasza mama znowu wyprawia – mówi. – W końcu jednak przekonałam się do pomysłu pani Risy Jaroslow i nie żałuję.

- Co miała robić. Czy to zresztą nie było dla niej przyjemne, kiedy trzymali ją na rękach tacy młodzi przystojni mężczyźni? – śmieją się koleżanki z zespołu.

- W ubiegłym roku mieliśmy czternaście dni prób. Dopiero w drugim tygodniu Risie zaświtała myśl, żeby wykonać ten numer z Różą. Przygotowywała się do tego zaledwie tydzień – dodaje pani Maria.
W Sankt Petersburgu “Piekarskie klachule” zaśpiewały też dwa razy w kościołach, w polskiej i rosyjskiej parafii.

- To było niesamowite przeżycie. Po jednym z takich występów na chodniku przed kościołem śpiewałyśmy na prośbę jednej z tamtejszych kobiet “Ave Maria”. Widziałyśmy łzy wzruszenia. Ta pani nie była Polką, ale prawdopodobnie miała polskie korzenie i rozumiała nasz język – opowiada Klara Bogucka-Szklarecka.

“Piekarskie klachule” istnieją już dwadzieścia lat.

- Występ w Rosji i sukces, jaki tam odnieśliśmy, to wspaniałe ukoronowanie naszej działalności – podsumowuje Maria Kopeć.

Autor artykułu: ANNA DZIEDZIC

Notowania paliw

July 17th, 2002

Oto wczorajsze ceny paliw w stacjach naszego regionu:

TAŃSZE: Jet, Rybnik, ul. Wodzisławska: U95 – 3,04; bezołowiowa 95 – 3,04; bezołowiowa 98 – 3,17; ON – 2,40;
PKN “Orlen”, Rybnik ul. Wyzwolenia (dawniej Mikołowska): U95 – 3,09; bezołowiowa 95 – 3,09; bezołowiowa 98 – 3,45; ON – 2,49; Aral, Rybnik, ul. Kotucza: U95 – 3,09; bezołowiowa 95 – 3,09; bezołowiowa 98 – 3,45; ON – 2,49.

DROŻSZE: PKN “Orlen” Wodzisław ul. Rybnicka: U95 – 3,23; bezołowiowa 95 – 3,23; bezołowiowa 98 – 3,58; ON – 2,61;Statoil, Jastrzębie, Al. Piłsudskiego: U95 – 3,21; bezołowiowa 95 – 3,21; bezołowiowa 98 – 3,55; ON – 2,59. Jet, Żory, ul. Kościuszki: U95 – 3,15; bezołowiowa 95 – 3,15, bezołowiowa 98 – 3,47, ON – 2,49.

Autor artykułu: (adr)

Komplet zwycięstw liderek

July 17th, 2002

Para młodziczek dąbrowskiego MMKS, Katarzyna Urban i Judyta Czajkowska, wygrała kolejny turniej z cyklu Grand Prix Zagłębia. Przygotowujące się do finału Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży podopieczne Waldemara Kawki, nad brzegiem Pogorii nie oddały rywalkom seta.

Siatkarki MMKS w pierwszym meczu pewnie ograły 2:0 (15:6, 15:6) znacznie starsze licealistki z “Szenwalda” Agatę Wdowik i Sylwię Żyłę. Później Katarzyna Urban i Judyta Czajkowska pokonały (15:8, 15:8) swoje klubowe koleżanki Aleksandrę Kordyś i Annę Ligęzę oraz rozgromiły (15:4, 15:4) będzinianki Monikę Szczęsny i Agnieszkę Małyszę. Na zakończenie turnieju dąbrowianki w derbowym pojedynku wygrały 2:0 (15:11, 15:6) z Jolantą Bochenek i Pauliną Kawką, również młodziczkami dąbrowskiego MMKS. Mająca na koncie komplet turniejowych zwycięstw para Urban – Czajkowska zdecydowanie prowadzi w klasyfikacji Grand Prix.
Jeden set decydował o podziale pozostałych miejsc na podium. Trzy zespoły zakończyły bowiem zawody z dorobkiem dwóch zwycięstw.

Ostatecznie druga lokata przypadła siatkarkom z “Szenwalda”. Para Wdowik – Żyła gładko (15:4, 15:6) uporała się z Moniką Szczęsny i Agnieszką Małyszą, wygrała 2:0 (15:13, 15:13) z Jolantą Bochenek i Pauliną Kawką oraz przegrała 1:2 (7:15, 15:6, 8:15) z inną parą dąbrowskich młodziczek, Kordyś – Ligęza. To właśnie ten zwycięski drugi set w ostatnim spotkaniu zapewnił licealistkom “srebro”.

Na najniższym stopniu podium stanęły Jolanta Bochenek i Paulina Kawka, dzięki gładkim zwycięstwom z będzińską parą Szczęsna – Małysza (15:6, 15:9) oraz klubowymi koleżankami Aleksandrą Kordyś i Anną Ligęzą (15:10, 15:8).

Kolejny turniej z cyklu Grand Prix Zagłębia rozegrany zostanie w sobotę, tradycyjnie na plaży Pogorii I. Początek o godz. 10.

Autor artykułu: (wow)

Nie będzie zwolnień załóg spółek hutniczych

July 16th, 2002

Zapowiedziane przez Jerzego Podsiadło, prezesa Polskich Hut Stali (PHS), redukcja zatrudnienia w spółkach wydzielonych z Huty Katowice były tematem wczorajszego spotkania szefów największych hutniczych central związkowych, tworzących tzw. koalicję, z Andrzejem Szydło, prezesem dąbrowskiej firmy i Krystianem Kozakowskim, wiceprezesem PHS ds. finansowych.

- Obaj prezesi zapewniali nas, że nie będzie w tym roku masowych zwolnień ani w hucie, ani w spółkach zależnych – mówi Władysław Molęcki, przewodniczący “Solidarności” w Hucie Katowice. – Prezes Kozakowski przekonywał, że wypowiedź szefa PHS została błędnie zrozumiana.

Podczas czwartkowej konferencji w Hutniczej Izbie Przemysłowo-Handlowej Jerzy Podsiadło stwierdził, że spółki wydzielone z Huty Katowice albo znajdą zewnętrzne rynki na swoje usługi, albo będą musiały ograniczyć zatrudnienie, nawet o 3 tys. osób.

- Nie oznacza to jednak zwolnień pracowników. W czasie restrukturyzacji majątkowej, jego część, która nie będzie potrzebna w PHS, zostanie przekazywana Agencji Rozwoju Przemysłu. Wraz z majątkiem trafiać do niej mogą również korzystające z niego spółki lub ich części – wyjaśnia Krystian Kozakowski. – Oczywiście z punktu widzenia PHS jest to redukcja zatrudnienia, ale nie oznacza ona utraty miejsc pracy.

Agencja Rozwoju Przemysłu (ARP) będzie miała za zadanie zrestrukturyzować spółki, które “wypadną” z holdingu, lub zmienić ich profil produkcji.

- Spółki cały czas same starają się szukać nowych rynków – dodaje Władysław Molęcki. – Jednocześnie starają się lepiej współpracować z hutą. Ostatnio prezes Szydło stwierdził, że cały czas remonty o wartości 30 mln zł wykonują firmy zewnętrzne. Będziemy się starali, by prace te wykonywały nasze spółki, jeżeli tylko spełniają normy jakościowe. Obrona miejsc pracy jest w obecnej sytuacji zadaniem priorytetowym.

Spółki wydzielone zatrudniają obecnie więcej osób (7 tys.) niż sama Huta Katowice (5,1 tys.). Załoga tej ostatniej do końca roku ma wynosić poniżej 5 tys. pracowników. Większość zwalnianych odejdzie w sposób naturalny – na emerytury lub z powodu “dyscyplinarki”.

Autor artykułu: (wow)

Dąbrowianie nie chcą hali

July 16th, 2002

70 rodzin z bloków przy ul. Kościuszki 39 i 33 i ul. Dojazdowej złożyło do biura Rady Miasta protest dotyczący budowy hali widowiskowo-sportowej w Parku Hallera. Podczas ostatniej sesji radni jednak nie zgodzili się na dopuszczenie do głosu reprezentującej mieszkańców Grażyny Rychter.

- Budowa układu komunikacyjnego oraz parkingu, a tym samym wzmożony ruch samochodowy spowoduje wzrost emisji zanieczyszczeń, głównie tlenkami siarki, azotu, węgla, związkami ołowiu, benzoapirenem. Wyżej wymienione związki są szkodliwe dla organizmów żywych – tłumaczy Grażyna Rychter, z zawodu nauczycielka biologii.

W przypadku braku reakcji ze strony władz Dąbrowy Górniczej protestujący chcą zwrócić się o pomoc do wojewody, prezydenta RP, Sejmu i Senatu.

- Nasza walka trwa już ponad rok. To nie jest nasz pierwszy protest. Nikt jednak się z nami nie liczy. Nawet nie zapytano nas o zdanie i o to, czy chcemy sąsiadować z halą, z której podczas imprez będzie dobiegał hałas, a kibice wracający z meczów będą zakłócać nasz spokój – wyjaśniała Bożena Janus, mieszkanka ul. Dojazdowej.

Autor artykułu: (pat)

Zwolnić związkowca Filipka!

July 16th, 2002

Dyrekcja dąbrowskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej postanowiła zwolnić z pracy Janusza Filipka, zastępcę kierownika Działu Eksploatacji i Ruchu Sieciowego, który ujawnił, że firma na różnicy między mocą zamówioną przez odbiorców i zakontraktowaną u producenta osiąga rocznie 3 mln zł nienależnych zysków (pisaliśmy o tym we wczorajszym “DZ” i NaszeMiasto.pl).

Rozwiązanie z Januszem Filipkiem umowy o pracę nie jest proste. Przewodniczy on zakładowej organizacji ZZ “Kontra” i na jego zwolnienie musi wyrazić zgodę związek.

- Pan Filipek działa na szkodę firmy i dlatego postanowiliśmy rozwiązać z nim umowę o pracę – mówi Krzysztof Kiszka, dyrektor dąbrowskiego PEC. – O tym zamiarze poinformowaliśmy związek i czekamy na jego odpowiedź. Jeżeli będzie negatywna, sprawa trafi do sądu.

Związkowcy mają pięć dni na zajęcia stanowiska. Termin upływa jutro.

- Postawiono mi 12 bardzo ogólnikowych zarzutów. Poprosiliśmy dyrekcję o ich rozwinięcie. Niestety, bezskutecznie – wyjaśnia Janusz Filipek. – Wśród zarzutów znalazło się m.in. informowanie organów kontrolnych, prokuratury i Państwowej Inspekcji Pracy o sytuacji w firmie. Przecież związkowiec ma takie obowiązki, gdy łamane są prawa pracownicze.

Janusz Filipek już raz został zwolniony z PEC. Wymówienie dostał jesienią 1999 r., gdy krytykował poprzednie władze firmy i skierował do wojewody, który sprawuje nad przedsiębiorstwem nadzór właścicielski, wniosek o odwołanie zarządu. Przez półtora roku Janusz Filipek pozostawał bez pracy, cały czas przewodniczył komisji związkowej i toczył z PEC-em spór przed sądem. Zanim zapadł wyrok, strony doszły do porozumienia. Przedsiębiorstwo wycofało zwolnienie. Wcześniej wojewoda… odwołał wszystkich członków zarządu PEC Dąbrowa Górnicza.

- Mam zostać ukarany, bo domagam się postępowania zgodnego z Prawem Energetycznym oraz dotrzymania standardów obsługi klientów – dodaje Janusz Filipek. – Zaniżanie zamawianej mocy powodowało, że podczas styczniowych mrozów woda w domowych kaloryferach miała 74 stopnie zamiast 92. Jednocześnie nasza firma codziennie pobierała więcej ciepła niż zamawiała. Wojkowicki WOJZEC obciążył naszą firmę za to dodatkowymi kosztami.

Wczoraj szef ciepłowniczej “Kontry” złożył w prokuraturze zawiadomienie o przestępstwie. Zarzuca on Krzysztofowi Kiszce naruszanie szczególnego prawa do ochrony stosunku pracy oraz zmuszanie do poświadczenia nieprawdy w dokumentach technicznych. Dyrektorowi oraz dwóm innym pracownikom PEC zarzuca zaś poświadczenie nieprawdy.

- Używając nieprawdziwych dokumentów próbowano oddelegować mnie do Zakładu Remontowego na nie istniejące stanowisko mistrza ds. technicznych, dla którego nie był określony m.in. zakres obowiązków i wymagania zdrowotne – mówi Janusz Filipek.

- Pan Filipek bardzo łatwo stawia zarzuty i nie liczy się z realiami firmy. Swoje argumenty i racje przedstawię przed sądem – ripostuje Krzysztof Kiszka.

Dyrekcja PEC postanowiła zwolnić z pracy także przełożoną szefa zakładkowej “Kontry”, Jolantę Knopik – Lorens. W obronie kierowniczki Działu Eksploatacji i Ruchu Sieciowego stanął Związek Zawodowy Ciepłowników.

- Zaproponowaliśmy tej pani inne stanowisko. Początkowo odmówiła, ale teraz wyraziła zgodę na zmianę miejsca pracy – wyjaśnia Krzysztof Kiszka.

Wczoraj pani Jolanta była na zwolnieniu lekarskim.

Autor artykułu: WOJCIECH W. WACŁAWEK

Złote skrzydła

July 15th, 2002

Dom Wczasowy Gronie był chyba najczęściej odwiedzanym w ciągu ostatnich paru dni miejscem w Szczyrku. Turyści i miejscowi chcieli zobaczyć lśniące maszyny i tych, którym udaje się zapanować nad ważącymi parę setek kilogramów kolosami. Od czwartku do wczoraj odbywał się tutaj VI Międzynarodowy Zlot Hondy Gold Wing w Polsce. Został zorganizowany przez Gold Wing Club of Poland.

- W tym roku wybraliśmy Szczyrk, bo ma wiele walorów turystycznych i chcemy się nim pochwalić, szczególnie gościom spoza Polski – wyjaśnia Tomasz Nowak, jeden z organizatorów. Stwierdził, że do miasta przybyło około 250 miłośników motorów. Dla wielu atrakcją była jedyna w Polsce kobieta jeżdżąca na Gold Wingu. Drobna, niskiego wzrostu blondynka z warkoczykami. Na pierwszy rzut oka nikt by nie przypuszczał, że ma tyle siły, żeby zapanować nad maszyną.

- Moja przygoda z motocyklami zaczęła się dawno temu, chociaż te maszyny podobały mi się od zawsze. Kiedy poznałam Piotrka (męża pani Grażyny – przyp. red.), kupiliśmy pierwszy motocykl. Wyremontowaliśmy go, a potem sprzedaliśmy. Tak było kilka razy. Teraz mamy trzy maszyny – opowiadała o swojej pasji Grażyna Krupińska. – Gdy w garażu stały dwa motocykle, pomyślałam, że dobrze byłoby zacząć jeździć. Wcześniej się bałam, ale spróbowałam i tak się zaczęło.

- Jestem dumna z mojej mamy, bo inne dzieci takich nie mają – dodała 12-letnia Kasia, córka pani Grażyny. – Sama też trochę jeżdżę, ale to chyba naturalne, skoro rodzice to robią. Jak pierwszy raz miałam prowadzić, bardzo się bałam, jednak potem było coraz lepiej.

Ukłonami w stronę publiczności były dwie akcje goldwingów. Pierwszą z nich była Parada Świateł. Motocykliści przejechali przez Szczyrk do Buczkowic. Mieli włączone wszystkie lampy, a w tych maszynach jest ich sporo. Byli gorąco witani przez licznie zgromadzonych widzów.

- Chciałam zobaczyć Paradę Świateł. Słyszałam od sąsiadki, że będzie piękna. Wcale też nie uważam, że ludzie tak wyglądający to narkomani lub pijacy. Cieszę się, że do nas przyjechali – mówiła Barbara Konior ze Szczyrku. Drugą akcją była Parada Narodów. Motocykliści przejechali głównymi ulicami do Bielska i z powrotem. Po drodze zahaczyli o Dom Małego Dziecka, gdzie zostawili podarunki dla jego mieszkańców.

Goldwingowie noszą specyficzne ubranie rodem z Dzikiego Zachodu, słuchają country, wypracowali też własny język.

Autor artykułu: ANNA JAKUBIEC

Znaleźli pod Chrobrym

July 15th, 2002

Chwilę niepewności przeżyli robotnicy modernizujący plac Chrobrego w Bielsku. Podczas prac ziemnych natknęli się na zbiornik przemysłowy, w którym były resztki substancji niewiadomego pochodzenia. Na miejsce przyjechali strażacy, którzy stwierdzili, że przy wylocie zbiornika istnieje zagrożenie wybuchem. Szybko podjęli decyzję o napełnieniu zbiornika pianą, żeby zneutralizować substancję. Przeprowadzony godzinę później pomiar nie wykazał już zagrożenia wybuchem. Strażacy przekazali zbiornik do zabezpieczenia inwestorowi przebudowy placu. Przerwa w pracach trwała w piątek ponad godzinę. Plac nie był przebudowywany od dziesiątek lat, wszystko wskazuje więc na to, że zbiornik leżał pod ziemią od czasów wojny.

Autor artykułu: (wot)